Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

Wyobraźmy sobie, że ktoś podświadomie czuje, że jest bezwartościowy, niegodny miłości, że nie jest osobą, która może trwale inspirować czyjeś zaangażowanie. Jednocześnie pragnie i szuka miłości, z nadzieją, że ją znajdzie. Przypuśćmy, że ta osoba jest mężczyzną. Znajduje kobietę, na której mu zależy, jej też zależy na nim, są szczęśliwi, zafascynowani, stymuluje ich wzajemna obecność - i przez jakiś czas wydaje się, że marzenie się spełni. Ale w głębi jego psychiki tyka bomba zegarowa - przekonanie, ze jest on z gruntu niegodny miłości.

Ten ładunek prowokuje go do zniszczenia związku. Może to zrobić na niezliczone sposoby. Może bez końca domagać się potwierdzenia, stać się nadmiernie zaborczy i zazdrosny, postępować okrutnie, aby sprawdzić, jak bardzo kobieta jest mu oddana. Może wyrażać się o sobie lekceważąco i czekać, aż ona zaprzeczy; powtarzać w kółko, ze on na nią nie zasługuje; mówić, ze kobietom nie należy ufać, że są niestałe. Może wynajdować setki powodów, aby ją krytykować i odtrącać, zanim ona odtrąci jego; próbować kontrolować i manipulować nią, wpędzając w poczucie winy, mając nadzieję, że w ten sposób zwiąże ją ze sobą. Albo: milczeć, zamykać się w sobie, odgradzać się barierami, których ona nie może przeniknąć. Po jakimś czasie ona ma tego dość, jest wyczerpana, wykończona. Opuszcza go. On czuje się osamotniony, przygnębiony, załamany, zdruzgotany. To jest cudowne. Okazało się, że miał rację. Świat jest taki, jaki zawsze wiedział, że jest. Piszą piosenki o miłości, ale nie dla mnie. Jaka to satysfakcja wiedzieć, że przejrzało się naturę rzeczywistości!

Przypuśćmy teraz, że mimo największych wysiłków, nie potrafi jej do siebie zniechęcić. Ona w niego wierzy, dostrzega jego potencjał. A może ma skłonności masochistyczne, które wymagają, by związała się z takim mężczyzną. Trzyma się go, nie przestaje dodawać mu otuchy. Jej zaangażowanie rośnie, bez względu na wszystko. Ona po prostu nie rozumie natury świata takiej, jaką on postrzega. Nie pojmuje, że "nikt nie może go kochać". Nie przestając kochać, stanowi dla nie go problem: zaburza jego wizję rzeczywistości. Potrzebne mu rozwiązanie. Musi znaleźć wyjście. I znajduje. Decyduje, że się odkochał. Albo wmawia sobie, że ona go nudzi, albo że teraz zakochał się w kimś innym, albo że miłość go nie interesuje. Nieważne, co wybiera, ostatecznie osiąga ten sam efekt: w końcu jest samotny - zawsze wiedział, że tak będzie.

Teraz znów może marzyć, że znajdzie miłość - może szukać nowej kobiety, żeby móc odgrywać dramat od początku.

Oczywiście to nieistotne, czy jego związek kończy się definitywnie. rzeczywiste rozstanie nie jest konieczne. Może pozwolić, by związek trwał, pod warunkiem, że oboje, on i partnerka, będą nieszczęśliwi. Na taki kompromis się zgodzi. To równie dobre, jak bycie samotnym i porzuconym - prawie.

— Nathaniel Branden, “Psychologia romantycznej miłości”, “Stosowność bycia kochanym”
Reposted fromkonrad konrad viapsychology psychology

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl